Już dziś zapisz się do ZDS! Dealerzy - Instytucje Finansowe Wybieram ASO- zapraszamy! <b>Wspólne </b> rozmowy dealerów
/
Już dziś zapisz się do ZDS!
Dealerzy - Instytucje Finansowe
Wybieram ASO- zapraszamy!
Wspólne rozmowy dealerów

Strefa członkowska

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymać najnowsze
informacje wpisz swój adres e-mail

Pobierz cały raport (PDF)
dealerski przegląd prasy

FAQ

W tym dziale znajdują się najciekawsze i najczęściej zadawane przez członków związku pytania wraz z przygotowanymi przez prawnika odpowiedziami.

Procedury doręczeniowe sądu przy windykacji należności z niezapłaconych faktur

W zaistniałej sytuacji podstawą jest nie wzywanie dłużnika do zapłaty na podstawie odpisu nieprawomocnego nakazu otrzymanego przez powoda z sądu. O tym jednak na końcu. Ażeby nakaz zapłaty był prawomocny sąd musi dysponować zwrotnym potwierdzeniem odbioru (tzw. zwrotką) od pozwanego. Mając takie potwierdzenie z datą odbioru, sąd oblicza dwutygodniowy termin na zaskarżenie (doliczając „poślizg pocztowy” w przypadku gdyby sprzeciw był nadany ostatniego dnia) i nadaje nakazowi klauzulę (pieczęć) prawomocności. Klauzula taka nigdy nie będzie nadana, kiedy ZPO nie ma w aktach. Przyczyną braku ZPO w sądzie może być po pierwsze to, że zaginęło ono na poczcie. W takiej sytuacji, sądy zgodnie z wewnętrznymi procedurami, zwracają się reklamacją do urzędu pocztowego w terminie miesiąca od dnia nadania przesyłki (co nie zawsze jest tożsame z datą wydania nakazu – czasami zdarza się że ten czeka na wysłanie w sekretariacie nawet kilkanaście dni!). Jeżeli referat danego sędziego jest słabo zorganizowany, może się zdarzyć tak, że akta leżą „w szafie” i sąd nawet nie wie że ZPO nie przyszło. W takiej sytuacji należy wysłać monit do sądu z prośbą o napisanie reklamacji na pocztę. Poczta rozpatruje

Skuteczność zrzeczenia się przez pracownika prawa do wynagrodzenia
Firma uzyskała w sądzie nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym dotyczący niezapłaconych faktur. Mimo upływu ponad miesiąca od jego wystawienia nie można podjąć dalszych kroków, ponieważ zgodnie z informacją uzyskaną przez telefon z sądu, brak jest potwierdzenia odbioru nakazu przez pozwanego. Co w takiej sytuacji zrobić i jak przyspieszyć odzyskanie należności?

W zaistniałej sytuacji podstawą jest nie wzywanie dłużnika do zapłaty na podstawie odpisu nieprawomocnego nakazu otrzymanego przez powoda z sądu. O tym jednak na końcu.
Ażeby nakaz zapłaty był prawomocny sąd musi dysponować zwrotnym potwierdzeniem odbioru (tzw. zwrotką) od pozwanego. Mając takie potwierdzenie z datą odbioru, sąd oblicza dwutygodniowy termin na zaskarżenie (doliczając „poślizg pocztowy” w przypadku gdyby sprzeciw był nadany ostatniego dnia) i nadaje nakazowi klauzulę (pieczęć) prawomocności. Klauzula taka nigdy nie będzie nadana, kiedy ZPO nie ma w aktach.
Przyczyną braku ZPO w sądzie może być po pierwsze to, że zaginęło ono na poczcie. W takiej sytuacji, sądy zgodnie z wewnętrznymi procedurami, zwracają się reklamacją do urzędu pocztowego w terminie miesiąca od dnia nadania przesyłki (co nie zawsze jest tożsame z datą wydania nakazu – czasami zdarza się że ten czeka na wysłanie w sekretariacie nawet kilkanaście dni!). Jeżeli referat danego sędziego jest słabo zorganizowany, może się zdarzyć tak, że akta leżą „w szafie” i sąd nawet nie wie że ZPO nie przyszło. W takiej sytuacji należy wysłać monit do sądu z prośbą o napisanie reklamacji na pocztę.
Poczta rozpatruje reklamację kilka tygodni i po jej rozpatrzeniu wiadome jest, czy przesyłka zawierająca nakaz została doręczona i kiedy.
 
Brak ZPO może też wynikać z tego, że dłużnik z jakichś przyczyn nie odebrał nakazu. I tu bardzo ważne jest, ażeby pochopnie nie wysyłać wezwania do zapłaty mając własny odpis nakazu doręczony z sądu.
Doświadczenie uczy, że istnieje kategoria „dłużników zawodowych”, którzy w ogóle nie odbierają korespondencji z sądów i urzędów. Wbrew pozorom, jest to bardzo korzystna sytuacja dla wierzyciela.
W przypadku gdy adresat odmawia przyjęcia przesyłki, listonosz najczęściej nie adnotuje tego na kopercie (choć powinien), ale wystawia awizo. Zgodnie z procedurą, przesyłka powinna być awizowana dwukrotnie i przez 14 dni powinna być złożona w urzędzie pocztowym celem jej odebrania. Jeżeli adresat po takim czasie nie odbierze przesyłki, to wraca ona do sądu i sąd na podstawie art. 139 §1 Kodeksu postępowania cywilnego uznaje ją za doręczoną z upływem tego ostatniego 14 dnia jak znajdowała się ona na poczcie. Dopiero od tego dnia liczony jest dwutygodniowy termin na zaskarżenie nakazu zapłaty.
Jak więc widać, proces uprawomacniania się nakazu może zostać rozciągnięty w czasie nawet do ponad miesiąca od jego wystawienia. W tym czasie ważne jest ażeby dłużnik nie wiedział, że to nakaz zapłaty został mu awizowany z sądu i czeka na niego na poczcie. Dłużnik najczęściej dowiaduje się o tym, kiedy niecierpliwy wierzyciel wysyła mu wezwanie do zapłaty i załącza do niego kopię nakazu. W takiej sytuacji pierwszą czynnością dłużnika jest udanie się na pocztę celem odebrania nakazu albo jeżeli nakaz wrócił już z poczty do sądu, napisanie sprzeciwu „na sucho” byleby tylko przedłużyć proces. W momencie jak wpływa sprzeciw sąd wyznacza rozprawę i sprawa toczy się normalnym trybem, co w dwóch instancjach może zająć nawet i kilka lat.
Czy istnieje termin w jakim importer zobowiązany jest zawrzeć z dealerem umowę koncesyjną po przeprowadzeniu audytu
Firma zamierza otworzyć autoryzowaną stację obsługi kolejnej marki.  Zgodnie z zasadami systemu dystrybucji selektywnej jakościowej, po zrealizowaniu niezbędnych do uzyskania autoryzacji standardów, spółka na życzenie importera poddała się audytowi i przeszła go z wynikiem pozytywnym. Zatrudnieni zostali też pracownicy dedykowani dla danej marki. Mimo iż wszystko miało miejsce ponad trzy miesiące temu, do dnia dzisiejszego nie doszło do podpisania umowy.
Zgodnie z tzw. GVO, po przejściu audytu, dealer ma prawo do zawarcia umowy. Jak natomiast jest z terminem zawarcia takiej umowy? Czy importer może w nieskończoność „zwodzić” dealera?
 
Istotnie, zgodnie z interpretacjami zasad systemu dystrybucji selektywnej jakościowej opisanej w rozporządzeniu KE 330/2010 i nowego polskiego rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 października 2010 roku w sprawie wyłączenia określonych porozumień wertykalnych w sektorze pojazdów samochodowych spod zakazu porozumień ograniczających konkurencję (Dz. U. nr 198, poz. 1315), po przeprowadzeniu audytu z wynikiem pozytywnym importer ma obowiązek zawrzeć z dealerem umowę o prowadzenie autoryzowanej stacji obsługi.
Przepisy GVO nie dają jednak dealerowi żadnej gwarancji odnośnie terminu zawarcia takiej umowy.
W tym zakresie zastosowanie będą mieć przepisy Kodeksu cywilnego. Należy bowiem przyjąć, że strony w momencie „wpuszczenia” audytu w istocie łączył stosunek nieformalnej umowy przedwstępnej (art. 389 i art. 390 Kc), czyli „umowy o zawarcie umowy”. Na fakt, że mamy do czynienia z umową przedwstępną w szczególności wskazuje to, że importer zapewne uprzednio przekazał dealerowi wzorzec umowy o prowadzenie autoryzowanej stacji obsługi i dealer zapoznawszy się z tym wzorcem zgadzał się na przeprowadzenie audytu celem kwalifikacji do zawarcia umowy. Działanie takie należy bowiem uznać, za ustalenie między stronami „istotnych postanowień umowy przyrzeczonej” w rozumieniu art. 389 §1 Kc.
Uznając że mamy do czynienia z umową przedwstępną w rozumieniu Kodeksu cywilnego, należy wskazać, że zgodnie z art. 389 §2 tej ustawy, jeżeli termin, w ciągu którego ma być zawarta umowa przyrzeczona, nie został oznaczony, powinna ona być zawarta w odpowiednim terminie wyznaczonym przez stronę uprawnioną do żądania zawarcia umowy przyrzeczonej. Dealer jest zatem uprawniony wystąpić do importera o zawarcie umowy wskazując odpowiedni termin (np. 14 dni) liczony od daty doręczenia importerowi wezwania.
Podkreślenia wymaga, iż dla umowy o prowadzenie autoryzowanej stacji obsługi nie jest nigdzie zastrzeżona forma pisemna. Oznacza, to że już umowa przedwstępna zawarta w formie niepisemnej rodzi po stronie dealera roszczenie o zawarcie umowy o prowadzenie autoryzowanej stacji obsługi, a nie tylko roszczenie o odszkodowanie za szkody powstałe po jego stronie w wyniku niezawarcia umowy.
Odpowiedzialność wspólników spółki cywilnej za zobowiązania powstałe przed ich przystapieniem do spółki

Od pół roku jestem wspólnikiem spółki cywilnej będącej dealerem. Dotychczasowi wspólnicy przed podpisaniem ze mną umowy spółki zawarli umowę związaną z zamówieniem pewnej partii towarów. Chciałem zapytać czy wypowiadając swój udział w spółce jestem zobowiązany do pokrycia kosztów towaru, który zamówili moi wspólnicy? Czy ja odpowiadam za zobowiązania zaciągnięte przez nich przed podpisaniem umowy spółki cywilnej? Proszę o wyjaśnienie

Co do zasady, za zobowiązania spółki cywilnej wspólnicy odpowiedzialni są solidarnie (art. 864 Kodeksu cywilnego). Odpowiedzialność solidarna polega na tym, że wierzyciel może żądać spełnienia świadczenia w całości lub w części od jednego dłużnika, od kilku wybranych dłużników albo od wszystkich dłużników na raz (art. 366 Kc) - wszystko według własnego wyboru. Po spełnieniu takiego świadczenia przez jednego lub kilku dłużników następują wzajemne rozliczenia między dłużnikami, którzy spłacili dług a tymi, którzy w spłacie długu nie uczestniczyli (tzw. regres). Zasadą przy regresie jest (jeżeli inaczej nie zostało zastrzeżone przy czynności prawnej tworzącej stosunek solidarny), że na każdego wspólnika przypada równy udział w długu i według takiego klucza wspólnicy powinni rozliczać się między sobą w ramach regresu (art. 376 §1 Kc).

Reasumując to co zostało napisane do tej pory - odpowiedzialność za długi w spółce cywilnej występuje na dwóch płaszczyznach: zewnętrznej i wewnętrznej. Na zewnątrz wspólnicy odpowiadają solidarnie („jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”), natomiast wewnątrz między sobą według umowy spółki (co do zasady po równo).

Aby odpowiedzieć na pytanie dotyczące odpowiedzialności wspólnika wchodzącego i występującego ze spółki, należy sięgnąć do orzecznictwa sądów.

W tym zakresie podstawowy jest wyrok Sądu Najwyższego - Izby Cywilnej z dnia 24.08.1967r., sygn. akt II CR 187/67, w którym SN stwierdził, że wspólnicy nie odpowiadają majątkiem osobistym za zobowiązania spółki cywilnej, jeżeli ich źródłem są zdarzenia z okresu, w którym nie byli wspólnikami. Jest to stary wyrok, ale wyznacza on wciąż obowiązującą linię orzeczniczą.

Podobne stanowisko zaprezentował też Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 17.11.1994r., sygn. akt  I ACr 502/94, gdzie stwierdził, że odpowiedzialność byłego wspólnika za zobowiązania z okresu jego uczestnictwa w spółce cywilnej nie ustaje przez wystąpienie ze spółki, i to bez względu na to czy nastąpiło ono na podstawie osobnej umowy między wspólnikami, czy na podstawie wypowiedzenia swego udziału przez wspólnika. Chodzi tu przy tym o zobowiązania, które powstały w czasie trwania spółki, tj. powstałe przed wystąpieniem wspólnika ze spółki.

Kluczową zasadę natomiast wprowadza wyrok Sądu Najwyższego z dnia 28.10.2003r., sygn. akt I CK 201/02, w którym Sąd Najwyższy stwierdził, że powyższy pogląd, według którego odpowiedzialność wspólnika za zobowiązania spółki, nie rozciąga się na zobowiązania, które powstały przed jego przystąpieniem do spółki, nie oznacza zwolnienia się takiego wspólnika wobec wierzyciela za zobowiązania, za które inny „wspólnik solidarny" niewątpliwie odpowiada (dług powstał w okresie jego udziału w spółce). Sąd w wyroku tym rozróżnił zatem wprost odpowiedzialność wspólnika „na zewnątrz” oraz odpowiedzialność między poszczególnymi wspólnikami na gruncie regresowym, wskazując, że za zobowiązania powstałe w okresie przed przystąpieniem wspólnika do spółki wspólnik taki odpowiada „na zewnątrz” solidarnie z pozostałymi wspólnikami. Zdaniem SN Kodeks cywilny w art. 864 nie różnicuje bowiem odpowiedzialności wspólników ze względu na chwilę powstania długu, a zatem okoliczność, że wspólnik zaspokoił dług powstały w okresie, gdy nie był wspólnikiem spółki będzie miała znaczenie tylko przy rozliczeniach regresowych ze wspólnikami, którzy pozostawali w spółce w czasie powstania zobowiązania.

Podobne stanowisko zaprezentował Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 20.06.1995r., sygn. akt I ACr 285/95, gdzie wskazał, że za zobowiązania spółki cywilnej jej wspólnicy odpowiedzialni są solidarnie, a umowa zawarta między wspólnikiem takiej spółki w zakresie przejęcia lub zwolnienia z odpowiedzialności majątkowej za zobowiązania spółki wywiera skutki prawne jedynie między byłymi wspólnikami (np. w zakresie regresu). Nie powoduje natomiast żadnych skutków prawnych w stosunku do osób trzecich.

Reasumując i odpowiadając na postawione pytanie – jeżeli jest Pan aktualnie wspólnikiem, to będzie odpowiadał „na zewnątrz” za długi powstałe przed Pana przystąpieniem do spółki i może Pan nawet samodzielnie spłacić całość tych długów, jako że odpowiada Pan solidarnie. Wewnętrznie natomiast w rozliczeniach z pozostałymi wspólnikami może Pan żądać od nich zwrotu całości tego co Pan zapłacił, ponieważ nie było Pana w spółce kiedy te zobowiązania powstawały, a zatem nie jest pan zobowiązany do ich zapłaty.

Roszczenie o obniżenie ceny z tytułu rękojmi
Klientka odebrała samochód w salonie, ale po jakimś czasie zgłosiła się z reklamacją, że ma on inny kolor wykończenia deski rozdzielczej niż zamawiała. Po sprawdzeniu zamówienia okazało się, że faktycznie klientka została wprowadzona w błąd przez sprzedawcę podczas składania zamówienia, ponieważ taki model w ogóle nie jest z tym układem kolorystycznym deski rozdzielczej sprzedawany. Klientka nie odpuszcza i twierdzi że przysługują jej uprawnienia z tytułu rękojmi ponieważ samochód nie ma takich cech o jakich została zapewniona przy sprzedaży. Powołując się na Kodeks cywilny domaga się obniżenia ceny. Dealer twierdzi, że kwestia kolorystyki deski rozdzielczej nie ma żadnego wpływu na wartość pojazdu, więc nie ma podstaw do obniżenia ceny. Klientka twierdzi że należy jej się zwrot części pieniędzy już z tytułu samego faktu, że musi patrzeć na deskę rozdzielczą w kolorach jakich nie zamawiała. Czy żądania klientki są uzasadnione?

W przypadku roszczeń z tytułu rękojmi istotne jest, kiedy kupujący zawiadomił sprzedawcę o wadach. Kupujący traci uprawnienia z tytułu rękojmi za wady fizyczne rzeczy, jeżeli nie zawiadomi sprzedawcy o wadzie w ciągu miesiąca od jej wykrycia, a w wypadku gdy zbadanie rzeczy jest w danych stosunkach przyjęte, jeżeli nie zawiadomi sprzedawcy o wadzie w ciągu miesiąca po upływie czasu, w którym przy zachowaniu należytej staranności mógł ją wykryć. Jeżeli więc kupujący zgłosił wadę po upływie miesiąca od dnia wydania rzeczy (i jej oględzin przy odbiorze), to uznać należy że jego uprawnienia wygasły. Jeżeli kupujący jest przedsiębiorcą i kupował auto „na firmę”, to zgłoszenie wad musi nastąpić niezwłocznie, czyli w praktyce rynkowej następnego dnia.
Abstrahując od terminów zgłoszenia wady, należy wskazać że skorzystanie z roszczenia o obniżenie ceny z tytułu rękojmi jest ściśle skorelowane z różnicą wartości pomiędzy wadliwą rzeczą sprzedaną, a rzeczą niewadliwą jaka miała być przedmiotem umowy. W przypadku niemożliwości lub znacznych trudności wykazania przez kupującego stosunku, w jakim wartość rzeczy wolnej od wad pozostaje do jej wartości obliczonej z uwzględnieniem istniejących wad (art. 560 § 3 k.c.), kupujący nie może żądać obniżenia ceny – takie stanowisko przyjął Sąd Najwyższy w uchwale z 21 marca 1977 r. sygn. akt III CZP 11/77. Oznacza to, że jeżeli istotnie układ kolorystyczny deski rozdzielczej nie ma wpływu na wartość rynkową sprzedanego pojazdu, to klientka nie może skorzystać z przysługującego jej uprawnienia. Nie mają tu przy tym znaczenia jej „straty moralne” i inne niedogodności czysto subiektywne wynikające z faktu że ma ona rzecz o innych cechach fizycznych niż zamawiała, ponieważ – tak jak zostało wskazane – przy roszczeniu o obniżenie ceny brana jest pod uwagę jedynie obiektywna różnica w wartości rynkowej rzeczy wadliwej i niewadliwej.

Powyższe nie wyklucza jednak skorzystania przez klientkę z innych uprawnień jakie daje rękojmia za wady – przede wszystkim z uprawnienia do odstąpienia od umowy (i wzajemnego zwrotu świadczeń przez strony umowy).

Wyjście wspólnika ze spółki jawnej
Pracownik firmy mający 3-miesięczny okres wypowiedzenia znalazł lepszą pracę i chciał odejść w trybie natychmiastowym. Firma nie chciała zgodzić się na rozwiązanie umowy za porozumieniem, ani zgodzić się na skrócenie okresu wypowiedzenia, ponieważ nie miała jeszcze nikogo na zastępstwo.
Pracownik zaproponował zatem, że zrzeknie się przysługujących mu premii za okres ostatnich trzech miesięcy, w zamian za to że firma pozwoli mu odejść z dnia na dzień. Podpisano stosowne porozumienie, którym rozwiązano umowę o pracę.
Trzy dni po odejściu pracownika z pracy doręczono do firmy wezwanie do zapłaty, w którym pracownik domaga się wypłaty premii, której zrzekł się w porozumieniu i wskazuje, że w przypadku braku zapłaty skieruje on sprawę na drogę sądową.
Czy działanie pracownika jest zgodne z prawem?

Niestety, w opisanej sytuacji Kodeks pracy stoi po stronie pracownika.
Zgodnie z art. 58 §1 Kodeksu cywilnego, czynność prawna sprzeczna z przepisem ustawy jest nieważna. Zgodnie natomiast z art. 84 Kodeksu pracy, pracownik nie może zrzec się prawa do wynagrodzenia.
Powyższe oznacza, że pracownik nie może prawnie skutecznie zrzec się premii (stanowiącej składnik wynagrodzenia), a oświadczenie takie (nawet jeżeli pracownik złożył je świadomie i wprost na piśmie) jest nieważne.
Istnieje zatem podstawa do domagania się przez pracownika wypłaty premii, a w przypadku kiedy pracodawca tego nie dokona, pracownik może ubiegać się o nią w sądzie i powództwo takie powinno zostać uwzględnione.
Jedyną szansą dla pracodawcy w sądzie jest wykazanie, że pracownik działał w złej wierze, tzn. znał przepis art. 84 Kp i wiedział że jak złoży oświadczenie o zrzeczeniu się prawa do premii to będzie ono nieważne, a zrobił to tylko dlatego żeby skłonić pracodawcę to wcześniejszego rozwiązania z nim umowę o pracę (co zresztą jest bardzo prawdopodobne, mając na uwadze bardzo krótki okres czasu jaki minął między rozwiązaniem umowy a wysłaniem wezwania do zapłaty przez pracownika). W takiej sytuacji pracodawca może podnieść zarzut z art. 5 Kodeksu cywilnego oraz art. 8 Kodeksu pracy, tj. że żądanie pracownika jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Jest to bardzo ogólny przepis i niezmiernie rzadko stosowany przez sądy, ale jeżeli dojdzie już do sprawy sądowej, to jest on właściwie jedyną możliwą drogą obrony pracodawcy przed roszczeniem.
Opłata za niezamówioną usługę

Parę dni temu otrzymaliśmy telefon od przedstawiciela pewnej firmy, że została wystawiona faktura z tytułu wpisu naszej firmy do ich katalogu internetowego. Wpis podobno miał był darmowy, ale jeśli się nie wyrejestruje firmy przed końcem darmowego okresu, to wtedy wystawiają fakturę na taką sumę (przedstawiciel firmy powiedział nam, że trzeba czytać regulamin).
Problem polega na tym że rzekomo zgodziliśmy się wpisać do ich darmowego katalogu podczas rozmowy telefonicznej. Gdyby powiedziano nam wtedy, że usługa jest płatna to byśmy o tym wiedzieli.

Proszę o pomoc w rozwiązaniu tego problemu gdyż nie wiemy jak się mamy zachować. Przedstawicielowi ich firmy w rozmowie telefonicznej oraz email-owej napisaliśmy że nie będziemy płacić za usługi o których nie mamy pojęcia i ich nie zamawialiśmy, bo nie mamy z nimi żadnej podpisanej umowy pisemnej ani elektronicznej.

Podsumowując, firma dzwoni do klienta wprowadza w błąd mówiąc, że wpis do katalogu jest darmowy – a potem po roku wystawiają fakturę nie informując iż usługa jest płatna po ukończeniu okresu darmowego oraz nie informują o ukończeniu okresu darmowego tylko wystawiają fakturę. Teraz co tydzień dzwonią i się domagają zapłaty. Oczywiście rozmowa jeśli miała miejsce to tylko przez telefon, nie klikaliśmy linków ani nie podpisywaliśmy się pod niczym, a regulaminu na oczy nie wiedziałem.

Jeśli nawet była zgoda to tylko na darmowy wpis a nie płatny i nie został nam przedstawiony żaden dowód na odbycie takiej rozmowy z ich firmą.

Prosimy o pomoc.



Zapis samego regulaminu, że jest pewien darmowy okres, a potem należy opłacić usługę uznać należy za zgodny z prawem. Pozostaje jeszcze kwestia czy regulamin ten  został przedstawiony klientowi przed zawarciem umowy i ewentualnie wykazanie tego przez zainteresowaną firmę.

Regulamin świadczenia usług to nic innego jak nienegocjowalna, obowiązująca wszystkich klientów firmy umowa, do której przystępuje kolejny klient.

Zgodnie z Kodeksem cywilnym firma ma obowiązek dostarczyć klientowi regulamin przed złożeniem przez niego zamówienia. Przepis szczególny mówi o regulaminie w formie elektronicznej, który musi być dostępny w takiej formie, żeby można go było utrwalić na własnym komputerze w normalnym toku czynności. Firma jest więc „rozgrzeszona” jeżeli regulamin znajduje się na jej stronie internetowej i każdy kto na nią wejdzie może go sobie zapisać na dysku twardym (funkcja oferowana przez każdą przeglądarkę internetową). Samo jednak umieszczenie regulaminu na stronie nie wystarczy, bo firma musi jeszcze poinformować klienta o tym, że regulamin się tam znajduje.

Jeżeli rozmowa była tylko telefoniczna, to firma będzie mieć problem z wykazaniem, że informowała klienta o regulaminie (pod warunkiem że rozmowa nie była nagrywana). Co innego, gdyby kontakt firmy z klientem odbywał się w drodze poczty elektronicznej. W obecnych warunkach rynkowych (kiedy każda firma oferuje swoje usługi w internecie) można by uznać, że wysłanie emaila z adresu w domenie strony internetowej firmy oraz jeżeli w tym emailu znajdowałaby się wizytówka firmy z jej stroną internetową, stanowiłoby dostateczne poinformowanie klienta o tym, że istnieje strona internetowa na której zapewne znajduje się też regulamin. Jest wysoce prawdopodobnie, że w przypadku sporu sąd mógłby uznać że w sytuacji kiedy klientem firmy jest przedsiębiorca (a więc podmiot od którego wymaga się większej staranności), powiadomienie o istnieniu strony internetowej przez wysłanie emaila jest wystarczające.